Przedsprzedaż Maxi UVB 2026 25% TANIEJ TUTAJ
Wysyłka na terenie całej EU (powyżej 380 PLN gratis)
Cześć, nazywam się Erik Lachký, jestem współzałożycielem marki Mitochondriak® i dziś chciałbym opowiedzieć o moich osobistych doświadczeniach, które przekonały mnie, jak ogromne znaczenie ma światło i środowisko, w którym żyjemy. Podzielę się zmianami, jakie zaszły w moim życiu, gdy zacząłem bardziej kierować się instynktem, wyjść z tłumu i stać się Mitochondriakiem.
.jpg)
Plan artykułu:
Jak większość młodych ludzi, nie wyobrażałem sobie dnia bez komputera, telewizora czy telefonu. Codziennie spędzałem długie godziny w mediach społecznościowych, oglądając seriale albo robiąc cokolwiek, co „zajmowało” mój mózg.
Na szczęście byłem bardzo aktywny – trenowałem fitness, gimnastykę, parkour i street workout, więc ruchu mi nie brakowało. Wszystko robiłem jednak z dziecięcym entuzjazmem i bez większej refleksji, co z czasem doprowadziło do kilku poważnych urazów (złamania, zwichnięcia, rozbita głowa…).
Jako nastolatek regenerowałem się stosunkowo szybko, ale taki styl życia zostawił ślady. Stopniowo pojawiały się problemy, które obniżały jakość mojego życia – bóle stawów podczas sportu i zwykłego ruchu, bóle głowy, trudności z zasypianiem (do późna patrzyłem w ekran) i wiele innych.
To problemy, z którymi zmaga się dziś ogromna część społeczeństwa – tyle że większość osób uznaje je za „normalne”, dopóki nie odkryje, że można to zmienić.
Uświadomienie sobie znaczenia otoczenia:
Wpływ środowiska na życie intuicyjnie czułem od zawsze, ale nie przywiązywałem do tego większej wagi – aż do momentu, gdy zacząłem spędzać więcej czasu na zewnątrz zamiast w pomieszczeniach.
Zmiana nastąpiła w czasie pandemii. Wszystko zostało zamknięte, ludzie byli zmuszeni zostać w domach. Byłem wtedy jeszcze uczniem kończącym szkołę średnią i z dnia na dzień nauka przeniosła się do domu. Najpierw miał to być tydzień, potem miesiąc, a finalnie niemal cały rok szkolny.
Pierwsze dni minęły szybko, ale gdy dni zamieniły się w tygodnie, zacząłem czuć, że czegoś mi brakuje. Mieszkałem w bloku, więc nawet ogród nie wchodził w grę.
Gdy przyszły pierwsze wiosenne dni, zacząłem spędzać więcej czasu na balkonie – odrabiając lekcje lub po prostu siedząc na świeżym powietrzu. I nagle poczułem się lepiej. Ten pierwszy impuls sprawił, że wsiadłem w samochód i pojechałem nad rzekę kilka kilometrów od domu.
Było ciepło jak na marzec, nikogo wokół. Zacząłem trenować salta i przewroty, bo wcześniej regularnie chodziłem na gimnastykę i bardzo mi tego brakowało. Spędziłem tam kilka godzin, na koniec wszedłem do rzeki, by się ochłodzić, i wróciłem do domu przy zachodzącym słońcu.
Następnego dnia czułem się wyraźnie lepiej niż przez ostatnie tygodnie. To zmotywowało mnie, by wrócić do natury. Z jednego wyjazdu zrobiła się rutyna – rower, spacery, długie godziny nad rzeką. Szczególnie w słoneczne dni czułem przypływ energii i zauważyłem zmianę w sposobie myślenia.
Z czasem zacząłem czytać o świetle, mitochondriach i elektromagnetyzmie. Wszystko zaczęło się układać w całość. Pierwszym realnym bodźcem, który zmienił moje życie, było naturalne światło słoneczne. Stopniowo się do niego adaptowałem – i wraz z tym poprawił się mój nastrój, koncentracja i sposób postrzegania świata.
Momentem przełomowym było lato, gdy po raz pierwszy w życiu nie spaliłem się na słońcu. Wcześniej co roku kończyło się to oparzeniem – bo większość czasu spędzałem w pomieszczeniach, a potem nagle cały dzień na słońcu. Zrozumiałem wtedy, że natura wie, co robi. Gdy jesteśmy z nią w regularnym kontakcie, nie działa przeciwko nam. To, że ewolucyjnie rozwijaliśmy się nadzy pod słońcem, a nie ubrani w zamkniętych wnętrzach, nie jest przypadkiem.
Uziemianie i barefoot – jak do tego doszedłem
Mimo że zrozumiałem, jak ogromny wpływ ma słońce na moje samopoczucie i sposób myślenia, nadal sporadycznie zmagałem się z bólem kolan. Czułem, że nie chodzi wyłącznie o dawne kontuzje.
O znaczeniu uziemiania słyszałem wcześniej – głównie od mojego brata Jaroslava Lachkého – ale nigdy nie praktykowałem go regularnie i długofalowo. Postanowiłem więc wzbogacić swoje spacery w naturze o świadomy kontakt z ziemią. Gdy tylko chodziłem po trawie, zdejmowałem buty i cieszyłem się tym uczuciem.
Z czasem zauważyłem, że moje stopy naturalnie skręcają się na zewnątrz – co jest częstym skutkiem noszenia klasycznego obuwia. Zrozumiałem, że to może być jedna z przyczyn bólu. Chodząc boso i świadomie ustawiając stopy równolegle, zacząłem zmieniać swój sposób poruszania się – a ból stopniowo ustępował.
Im częściej chodziłem boso i praktykowałem uziemianie, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że muszę zmienić również obuwie, które noszę na co dzień. Klasyczne buty z grubą podeszwą nie pozwalały mi na naturalny ruch – szczególnie podczas biegania.
Gdy przeszedłem na obuwie barefoot, moja postawa i sposób chodzenia zaczęły zmieniać się naturalnie, bez ciągłego kontrolowania ruchu. Najbardziej odczułem to podczas biegania. Początkowo było trudniej – mięśnie pracowały intensywniej, pojawiała się większa bolesność. Jednak z czasem ciało się zaadaptowało, a przewlekłe dolegliwości, szczególnie związane z bieganiem, zniknęły.
Oczywiście dziś również zdarza się, że coś mnie zaboli – jeśli przesadzę lub przekroczę swoje granice. Ale w codziennym ruchu, takim jak chodzenie, długie stanie czy bieganie, problemy praktycznie przestały istnieć.
Inne ważne zmiany, które poprawiły jakość mojego życia:
Jedną z najważniejszych decyzji, jakie podjąłem kilka lat temu, było unikanie światła niebieskiego po zachodzie słońca.
To była zmiana, którą najszybciej zauważyłem – szczególnie w jakości snu. Jako nastolatek zasypiałem przy włączonym telewizorze albo serialu na laptopie. Zastanawiałem się, dlaczego nie mogę zasnąć, czemu zajmuje mi to czasem godzinę lub więcej, dlaczego budzę się w nocy i rano jestem nie do życia.
Nie znałem wtedy pojęcia rytmu dobowego. Nikt o tym nie mówił. Dopiero gdy mój brat zaczął zgłębiać temat światła, mitochondriów i biologii rytmu dobowego, zacząłem rozumieć mechanizm.
Pierwszym krokiem było wyeliminowanie ekranów przed snem i ograniczenie zbędnego oświetlenia wieczorem. W nocy starałem się spać w całkowitej ciemności, bez elektroniki w pobliżu.
Kolejnym, kluczowym krokiem było noszenie wieczorem okularów blokujących światło niebieskie. Już ta jedna zmiana przyniosła wyraźne efekty. Po kilku dniach zasypiałem bez problemu, przestałem budzić się w nocy, a poranki stały się znacznie łatwiejsze.
Drugą bardzo istotną zmianą był sposób rozpoczynania dnia. Zacząłem zwracać uwagę na to, jakie światło widzę jako pierwsze. Zamiast sięgać po telefon, wychodziłem choćby na minutę czy dwie na balkon, by wystawić oczy na naturalne światło.
Zimą było to trudniejsze, ponieważ wstawałem przed wschodem słońca. Właśnie dlatego kupiłem swoją pierwszą czerwoną żarówkę i zamontowałem ją w lampce na biurku. Gdy budziłem się jeszcze w ciemności, używałem wyłącznie takiego światła, by organizm mógł stopniowo się wybudzić – zamiast być „uderzonym” zimnym białym LED-em.
To były moje początki – lekcja o sile natury i znaczeniu naturalnej ekspozycji.
Niezbędne zmiany po szkole, gdy zacząłem pracować:
Z czasem skończyłem szkołę i zacząłem pracować. Zmieniły się obowiązki, rytm dnia i środowisko. Coraz mocniej odczuwałem, jak bardzo potrzebuję kontaktu z naturą – ponieważ w pracy byłem zamknięty w hali, bez dostępu do światła słonecznego, otoczony technologią. Pracowałem zmianowo, również w nocy, co dodatkowo utrudniało dbanie o sen.
To zmusiło mnie do głębszego zrozumienia tematu i do maksymalnego ograniczenia negatywnego wpływu nienaturalnego środowiska.
Gdy nie pracowałem w nocy, optymalizowałem wieczory i sen. Oznaczało to całkowitą zmianę oświetlenia w domu. Klasyczne LED-y wymieniłem na czerwone żarówki LED bez migotania. Każdego wieczoru nosiłem okulary blokujące światło niebieskie, nawet gdy wychodziłem ze znajomymi. Ekrany ograniczyłem do minimum i zawsze korzystałem z filtrów redukujących emisję światła niebieskiego.
W sypialni podczas snu nie miałem żadnej elektroniki – maksymalnie telefon jako budzik, w trybie samolotowym i w większej odległości. Dzięki tym kilku zasadom potrafiłem dobrze spać mimo rozregulowanego trybu pracy.
Gdy pracowałem na poranną zmianę, przez większą część roku nie miałem możliwości zobaczyć wschodu słońca przed wyjściem z domu. Dlatego zacząłem korzystać nie tylko z czystego czerwonego światła o poranku, ale również z panelu do terapii światłem czerwonym, który w pewnym stopniu symulował wschód słońca i pomagał mojemu organizmowi łagodnie wejść w nowy dzień.
W ciągu dnia, gdy tylko miałem taką możliwość, wychodziłem choć na chwilę na słońce – najlepiej z możliwością uziemienia się. Z uziemianiem bywało jednak trudniej, bo nie zawsze mogłem po prostu zdjąć buty.
Dlatego zacząłem szukać alternatywy. Wiedziałem, że można stworzyć przewodzące obuwie – już w szkole średniej eksperymentowałem z miedzianym drutem i tkaniną miedzianą. Jednak takie rozwiązania nie były wygodne na co dzień.
Stopniowo – od drutu, przez nity – dotarłem do materiału, jakim jest grafen, który można zintegrować z podeszwą. To odkrycie bardzo mnie zafascynowało. Po długich poszukiwaniach udało się stworzyć odpowiednią konstrukcję podeszwy.
Pierwsze uziemione buty barefoot natychmiast włączyłem do codziennego życia. Dzięki nim mogę być uziemiony praktycznie wszędzie tam, gdzie jest choć trochę naturalnego podłoża – bez konieczności zdejmowania obuwia. Oczywiście, gdy tylko warunki pozwalają, nadal chodzę całkowicie boso – tego nic nie zastąpi.
Wierzę, że choć częściowo udało mi się pokazać, co doprowadziło mnie do stylu życia, jaki prowadzę dziś – i dlaczego natura ma tak fundamentalne znaczenie.
Doświadczenia, które mnie ukształtowały, nauczyły mnie przede wszystkim jednego: współczesny człowiek żyje w ogromnym oderwaniu od środowiska, w którym ewolucyjnie powstał – i uważa to za normę.
Gdy ktoś słyszy o chodzeniu boso czy znaczeniu światła słonecznego, często kojarzy to z ezoteryką. Rozumiem to. Jeśli coś jest powtarzane wystarczająco długo, zaczyna być uznawane za prawdę. Jeśli wszędzie słyszymy, że słońce jest niebezpieczne, ekrany nam nie szkodzą, a sztuczne pola elektromagnetyczne nie mają wpływu na organizm – po czasie staje się to „oficjalną narracją”.
Wraz z moim bratem myślimy bardzo podobnie. Dlatego stworzyliśmy markę Mitochondriak – aby dostarczać proste narzędzia poprawiające jakość życia, ale przede wszystkim, by pomagać ludziom zrozumieć to, co najważniejsze.
Tym, co najważniejsze, jest natura – jej mechanizmy, rytm i biologiczna mądrość, która od zawsze rządzi naszym życiem.